brak kategorii (0)
Opowiadanie (4)
Sprawy organizacyjne (2)
Inne (1)
wszystkie (7)


"Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.
Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.



Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.
Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze. "


— Paulo Coelho
"Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam..."


Iwona podniosła oczy na Alicję.


-   Nie dziel czasu z kimś, kto nie chce dzielić go z tobą – powiedziała cicho. Nie wiedziała w jaki sposób ją pocieszyć! Znały się tak długo, znały swoje sekrety od tak dawna. Znały siebie doskonale. Ale czy można powiedzieć, że znały się do końca? Iwona czuła, jak Alicja buduje wokół siebie mur milczenia i bólu. Iwona nie wiedziała czy próbować przebijać się przez ten mur, bo przyjaciółka sobie tego życzy, czy wręcz odwrotnie. Pozwolić jej się wyciszyć i uspokoić, dać możliwość samodzielnego opuszczenia swojego azylu. Alicja tymczasem opuściła wzrok zza okna na swoje dłonie. - Wiem, jesteś przybita. Chciałaś wziąć z nim ślub. Na pewno będzie ci ciężko nauczyć się żyć bez niego.

(...)

Podobno mądrzejsi ustępują. Alicja zaśmiała się na głos. To już miała odpowiedź na inne nurtujące ją pytanie. Dlaczego ten świat tak wygląda? Bo idioci przejęli nad nim władzę. Kobieta przekręciła się na drugą stronę łóżka. Przyjemnie było leżeć w łóżku ale ucisk w brzuchu, spowodowany myślą, że Karol już nigdy tu nie zagości, był nieznośny. Puste miejsce, gdzie sypiał, było zimne. Tak samo jak jego słowa na do widzenia. Alicja ciągle próbowała znaleźć winę w sobie. Długo miało jej jeszcze zająć dojście do prawdy -  ona nic nie zawiniła. Ona była w porządku. Kobieta zawisła w półśnie.



 


Moi Drodzy Czytelnicy!

Jest to zapewne ostatni opublikowany fragment rozdziału. Do tego niesamowicie krótki. I na dowidzenia: z wcześniej opublikowanym fragmentem.
Obecnie pracuję nad piątą i szóstą częścią. Co do kolejnych - pomysły siedzą w mojej głowie, mam nadzieję że zawędrują na kartki papieru.

Były miesiace, kiedy nie napisałam ani jednego zdania. I sama się sobie nie dziwię. 
Były też takie, kiedy pisalam po kilka stron dziennie. I sama się sobie nie dziwię.

Wszystkiego dobrego!

 


Idąc w stronę mieszkania, poczuła się jak lunatyczka. Nogi same ją prowadziły. Jej umysł był nadal zbyt otępiały i zszokowany, więc jej zmysły się uśpiły przez co nie czuła niczego. Nie zdawała sobie sprawy z tego, gdzie się znajduje i co robi. Jej uwaga skupiła się tylko na walce, toczącej się w niej.
Szok, wściekłość i inne trudne do opisania uczucie. Ból? Ból dopiero miał nadejść. Alicja weszła do bloku, do windy, do mieszkania, do pokoju, do łóżka. Nadal nie rejestrowała tego co się działo wokół niej. Nie miała pojęcia co zrobić.

(...)

Ten dzień był bardzo długi. Alicja z irytacją patrzyła na świecące szyderczo słońce. Jak mogła być taka ładna pogoda, gdy ona łzami moczyła kolejną chusteczkę? Karol spakował się i wyszedł. Ona nie była w stanie wstać z podłogi korytarza, gdzie ją opuścił. Nowa wiadomość zszokowała ją na tyle, że przez kilka minut nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Mężczyzna wstał, zgarnął resztę rzeczy i zrobił taki ruch, jakby chciał coś jeszcze dodać. Spojrzał na skuloną kobietę z bólem i wyszedł, nie dotykając jej już więcej, cicho zamykając drzwi. Alicja objęła kolana rękoma, kładąc na nich głowę. Nie hamowała się już przed płaczem i krzykiem. To dawało jej ulgę.


-Kochanie, gdybyśmy się nie kochali to skąd byś wiedziała? - głos w słuchawce rozwibrował się ciepłem.
-Co wiedziała?
-Że naszą wzajemną miłością najłatwiej nam było pokazać jak bardzo kochamy ciebie – powiedziała spokojnie. Alicja poczuła jak uginają się jej nogi. Dotarło do niej zrozumienie, w całej swojej obfitości. 


Z najlepszymi życzeniami z Okazji Dnia Matki dla moich obu mam :)
Rozdział pierwszy właśnie się pojawił. Zapraszam do czytania i komentowania.

Miło mi poinformować, że jestem w trakcie pisania rozdziału 4 a dwa wcześniejsze są na chwilę obecną poprawiane, edytowane i dopieszczane.

Miłego czytania :)

 


Alicja uwielbiała gotować. To było takie satysfakcjonujące zajęcie! Z kilku, pozornie nic nie znaczących rzeczy, czasem udawało się stworzyć cuda. Alicja nachyliła się i wyjęła głęboką patelnie. W lodówce znalazła kupione wcześniejszego dnia mięso, zioła i pomidory. Położyła wszystko na lśniącym blacie i mimochodem wstawiła wodę na makaron. Sprawnie przygotowała mięso. Przez myśl jej przemknęło, że powinna zostać szefem kuchni a nie męczyć się w ciasnym, dusznym biurze. Uśmiechnęła się szeroko, wyobrażając sobie jak składa wymówienie i odzyskując trochę humor. Dodała przyprawy i pokrojone pomidory. Sos powoli nabierał charakterystycznego zapachu. Telefon nadal milczał. Spojrzała za okno, chodnik był pusty. Echo rozchodziło się nieprzyjemnie po mieszkaniu, więc włączyła radio i zaczęła tańczyć, doprawiając co chwilę sos i sprawdzając makaron.

(...)

Chłód nocy owionął jej ciało i orzeźwił umysł. Alicja ruszyła szybkim krokiem. Ulice były opustoszałe. W tym mieście to była dla niej kolejna nowość. Tłok i zgiełk dnia ustępował ciszy i spokoju nocy. Nawet w tym została zachowana równowaga. Dlaczego więc Alicja miałaby nie zachować równowagi w swoim życiu? Powinna znaleźć więcej czasu dla siebie, żeby nie zapędzić się tak bardzo w pracę jak Karol. Czyżby zaczęła zapędzać się za bardzo w ich związek? Czy to był powód że zaczęło psuć się między nimi? Robiło się zbyt ciasno i duszno? Gdzieś kiedyś czytała, że w związku każde powinno mieć chwilę dla siebie w swojej samotności. W ich związku było dokładnie odwrotnie. Mieli chwile dla siebie ale razem. Było to ciągle za mało do budowania solidnego związku, na którym będzie kiedyś opierać się stworzona przez nich rodzina. Nikt nigdy nie wybuduje domu na piasku, potrzebne są kamienie. (...)
Rozejrzała się i przeszła przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Doszła pod secesyjne, stare kamienice. Były przepiękne. Oświetlało je sztuczne światło lamp ulicznych, wydawały się groźne i nierzeczywiste. Misterne rzeźbienia wyłaniały fantastyczne kształty.

A jaka jest Wasza opinia?

Piszcie!




________________________________

szablonet, source



Księga gości | Wasza opinia | Polub stronę | Podlinkuj